Na początku marca dopadło nas przeziębienie. Niby zwykły katar i kaszel a jednak zasiał trochę obaw, jak infekcja wpłynie na samopoczucie zwłaszcza Kapiego. Oczywiście wszystko zbiegło się z Bartka szkoleniem i tsunami u mnie w pracy. Bo jak się układa to wszędzie, i jak komplikuje to też wszystko naraz. Kacper czuł się całkiem dobrze, niestety stracił apetyt, waga znów w dół, aż żal ściska serce.

Jakoś przetrwaliśmy. Potem niestety doszły u Kacpra dolegliwości jelitowe i ból brzucha. Najgorzej było w weekend. Zaczęłam się już nawet zastanawiać czy nie powinniśmy zadzwonić do szpitala. Po kilku godzinach Kacper poczuł się lepiej więc zdecydowaliśmy się poczekać do poniedziałku i w razie czego skontaktować się z naszym lekarzem. Przed oczami miałam przypadki dzieci, u których graft wystąpił 10 - 11 miesięcy po przeszczepie. Starałam się odganiać te myśli. Leczenie Kapiego idzie tak pomyślnie, jest już „prawie” zdrowy. Chcemy już tylko dobrych informacji.

Na szczęście teraz wszystko wygląda lepiej. Pozostało osłabienie i brak apetytu, spadła kondycja i samopoczucie. To nasz pierwszy tak duży krok w tył od przeszczepu. Pewnie miną tygodnie zanim Kacperek nabierze sił. Damy radę. Małymi krokami do przodu.

Popularne posty z tego bloga